Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/cucullus.pod-przyprawa.olsztyn.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
Ciągle nie wiem, co się wydarzyło.

- Na specjalne życzenie Edwarda. Nie mogłem mu

Ciągle nie wiem, co się wydarzyło.

103
chłopczyka, połaskotał go w stopkę. - Cześć, maluchu.
za daleko. - Pam Wakefield, nie kryjąc łez, patrzyła
korku.
- Wiedziałem, że się do niej palisz!
- Nie. Pojadę z tobą. - Ash podjął błyskawiczną decyzję.
zdenerwowanie. Była pewna, że on tylko czeka na
- Wiem. W każdym razie nigdy nie wspominała
się na stałe, nieszczęście uwięzionego na
Poczuła, jak jego palce mocniej się zaciskają, spojrzała
zabiegów mających z nędznej budy uczynić dom.
4. ZAŁĄCZNIKI ...............................................................................................36
- Na kolację są kotlety - krzyknęła za nim Gilly.
W słoneczne kwietniowe popołudnie pod koniec lat

Ogarnął go znowu intensywny, lecz już znany zapach. Kiedy otworzył oczy, byli już u siebie. Żadne nie

- Na czym polega to przeistoczenie? - zapytał Mały Książę.
- Z tym akurat się zgadzam. - Zerknął na zegarek. - Kolacja zostanie podana za kwadrans, przedtem Ingrid i ja wypijemy w salonie małego drinka. Będzie mi miło, jeśli do nas dołączysz.
dzin, i popisuje się chyba najdłuższą limuzyną na konty¬nencie. Tacy ludzie są jak wampiry wysysające z Broitenburga życiodajną krew. Muszę z tym skończyć!
Henry wyglądał na zadowolonego.
Czego mogli tu szukać?
poufności między prawnikiem a klientem i uświadomiono, co będzie to oznaczało dla jego kariery. Beck zeznawał mimo to. Po wyłączeniu z przesłuchań, Sayre nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Nie chciała wracać do domu, który dawno przestał być jej domem, ani do ponurego motelu, instynktownie pojechała do Becka i tam czekała na niego. Po powrocie Beck usiadł na huśtawce i podrapał uradowanego Frita za uszami. - Wszyscy powinniśmy mieć takie życie ja on. Każdy dzień jest nowym dniem. Cokolwiek zdarzyło się wczoraj, zostaje zapomniane. Frito nie martwi się o to, co będzie jutro. - Co będzie jutro? - Huff zostanie postawiony w stan oskarżenia, prawdopodobnie będziemy musieli zeznawać jako świadkowie oskarżenia w jego sprawie. - Tyle się domyśliłam. - Chyba że przyzna się do winy. - Sądzisz, że to zrobi? - Nie zdziwiłoby mnie to. Powiedział policji, gdzie mogą znaleźć szczątki Iversona. Rudy Harper przyznał się do udziału w sprawie. Też będzie musiał odpowiedzieć przed sądem za swoje czyny. Jeśli pożyje wystarczająco długo. - Beck pochylił się do przodu i oparł łokcie o kolana, zmęczonym gestem pocierając palcami oczy. - Huff jest kompletnie załamany Sayre. Zanim wyszedłem z komendy, zajrzałem do celi, żeby sprawdzić, co z nim. - Jak zareagował na twój widok? - W ogóle mnie nie zauważył. Leżał na pryczy w pozycji embrionalnej, płacząc jak dziecko. Huff Hoyle zredukowany do czegoś takiego - mruknął cicho, ze smutkiem. - Myślę, że wybaczyłby Chrisowi wszystko, z wyjątkiem zabicia własnego brata. Gdyby Chris zastrzelił prezydenta, Huff kryłby go i chronił do ostatniego tchu, ale zabić własnego brata? Huff nie mógł na to pozwolić. Nie mieściło mu się to w głowie. Naruszało to jego definicję rodziny. - Zastanawiam się, skąd mu się to wzięło. Wychowywał się bez najbliższych. Nigdy nie wspominał o swoich rodzicach, poza tym, że oboje umarli, kiedy był jeszcze mały. Beck zamyślił się na kilka chwil. - Niedawno, pewnego wieczoru, siedzieliśmy z Huffem we dwóch. Chrisa akurat nie było w domu. Wypiliśmy wtedy sporo burbona i Huff zaczął mamrotać coś po pijaku. Mówił wtedy coś o dniu, kiedy umarł jego tata. Nie nazywał go ojcem, tylko tatusiem. Powiedział: „Te skurwysyny przekręciły jego nazwisko". - Kto? - Nie wdawał się w szczegóły. To wszystko, co powiedział. Mogła to być nic nieznacząca wypowiedź. Albo bardzo istotna. Sayre spojrzała na trawnik opodal domu i westchnęła. - Kiedy pomyślę, ile go kosztowało pociągnięcie za spust... próbował zniszczyć to, co kochał najbardziej. - Chris był również jego ostatnią nadzieją na posiadanie wnuka, który przekazałby następnym pokoleniom jego nazwisko. Zniszczył szansę na przedłużenie swojej linii genealogicznej, ale nie żałuj go, Sayre. To on wychował Chrisa na takiego, a nie innego człowieka. - Poza tym, zabił moje dziecko. Zapewne nie uważał go za jednego z Hoyle'ów. Beck chwycił jej dłoń i lekko uścisnął, - Jesteś głodny? - spytała. Weszli do środka. W drodze tutaj Sayre kupiła smażonego kurczaka. Razem zaczęli wykładać jedzenie na talerze i układać sztućce, niemal potykając się o Frita, który dreptał im po piętach,
- Panna Tamsin zostanie tutaj.
drewnianą podłogę. Pomieszczenie było dyskretnie oświetlone stojącymi na stolikach świeczkami i kryształowym żyrandolem zwisającym z gipsowego medalionu na środku sufitu. - Moje gratulacje dla szefa kuchni, podobnie jak dla dekoratora wnętrz - powiedziała Sayre, kiedy wyszli na zewnątrz, aby wypić kawę. - Dopilnuję, żeby się o tym dowiedzieli. - Jak znalazłeś to miejsce? - Nie ja, tylko moja mama. Przyprowadziła mnie tutaj, żeby uczcić mój dyplom prawnika. - Pochodzi z Nowego Orleanu? - Rodowita mieszkanka. - To ona nauczyła cię francuskiego? - Gdy jeszcze nosiłem pieluchy - uśmiechnął się. Kelner nalał im kawy i zostawił samych. Beck dodał do płynu porcję grand marnier, a potem podał filiżankę Sayre. - Nie jest to wprawdzie bar w Destiny, ale robią, co w ich mocy. Uśmiechnęła się i z filiżanką w dłoni podeszła do poręczy balkonu. Nie wiadomo skąd dobiegały dźwięki muzyki, snujące się nad dachami domów. Podwórko poniżej tonęło w głębokim cieniu. Fontanna na środku bulgotała letargicznie. Rzeźbionemu aniołkowi brakowało kawałka dłoni, a jego stopy porośnięte były mchem. Z pęknięcia w podeście wychylał się zadziorny kwiatek. Nikt nie przeszkadzał mu rosnąć tam, gdzie chciał, podobnie jak pnączom i krzewom. Sayre podobały się te niedoskonałości. To właśnie intymność popadających w ruinę budynków przydawała Dzielnicy Francuskiej uroku i tajemniczości. - Wczoraj w nocy Chris wyznał mi, że nie zabił Danny'ego - powiedziała w cichą przestrzeń podwórca. - Jego słowa zabrzmiały dość szczerze. Beck stanął tuż za nią. - Może gonimy za własnymi ogonami? A jeśli Danny'emu udało się popełnić idealne samobójstwo? Sayre dopiła kawę, odstawiła filiżankę i spodeczek na srebrną tacę stojącą na stoliku, po czym wróciła do balustrady. - Co jest dla ciebie święte, Beck? - Dlaczego pytasz? - Chcę ci o czymś powiedzieć, ale musisz przysiąc na to, co najświętsze, że nikomu o tym nie powiesz, ponieważ informując cię o tym, nadużywam czyjegoś zaufania. - W takim razie nic mi nie mów. - Myślę, że powinieneś się dowiedzieć. - W porządku. Wynajmij mnie. Pięć dolarów zaliczki. Będę wtedy z racji zawodu zobowiązany do zachowania twojej tajemnicy. - Myślałam o tym - przyznała Sayre. - Nie mógłbyś jednak zostać moim prawnikiem. Konflikt interesów. - Zatem to, co chcesz mi powiedzieć, ma związek z Chrisem? - Właściwie z Dannym. Spojrzała na niego uważnie, przyglądając się światłocieniem igrającym na jego twarzy w świetle lamp gazowych. Tego dnia, gdy się poznali, nazwala go pachołkiem swojego ojca. Od tamtej pory nie zrobił zbyt wiele, aby zasłużyć sobie na inne miano. Przyznał się do wystawienia jej na spotkaniu z McGrawem po to, aby zobaczyć reakcję Chrisa na zeznania staruszka, ale czy to prawda? Clark ostrzegł ją, aby miała się na baczności przed Merchantem. Zaledwie kilka godzin temu zastanawiała się, jak może być tak nieszczery. Wątpiła nawet w motywy leżące u podłoża jego
zanim przeczytałem pierwszą stronę - zrozumiałem, że trzymam w ręku rzecz niezwykłą. A kiedy dotarłem do końca
Następnie Mark poruszył kwestię ubrań.
- Pannę Ingrid może pani poznać później, nie ma pośpie¬chu - oznajmiła pani Burchett. - Teraz musi pani odpocząć. Taka długa podróż, tyle wrażeń, tyle nowych twarzy... Wy¬
- Dziękuję - Róża z niedostrzegalną kokieterią zafalowała swoimi płatkami.
A ona... A ona odpowiedziała na pocałunek! I to z taką samą namiętnością!
W desperacji tuliła, pieściła i całowała siostrzeńca nawet częściej niż zazwyczaj - aż się bała, że lada moment będzie miał dosyć i zacznie protestować. Jemu jednak sprawiało to wyraźną przyjemność, śmiał się i ciągnął ją za włosy, a jej chciało się płakać, ponieważ nagle stało się dla niej jasne, że istnieje jeszcze trzecie rozwiązanie. Im dłużej się nad tym zastanawiała, tym mniej miała wątpliwości. To było jedyne wyjście. Ale na samą myśl o tym czuła rozdzierający ból. Nie mogła tego zrobić.
- Henry ma zostać wychowany na następcę tronu. Nie mogę pozwolić...

©2019 cucullus.pod-przyprawa.olsztyn.pl - Split Template by One Page Love